
-
Babska misja
-
Kochanowo i okolice
-
Miłość czy pieniądze
-
Koszmar na miarę
-
Ostatnia rozgrywka
-
Dwa jabłka
-
Trafiona-zatopiona
-
Decathexis
-
Miłość czy sport
-
Mój prywatny Sąd Ostateczny
-
Siedlisko
-
Twarze szatana
-
Muzykologia, czyli the best of... spraw damsko-męskich
-
Cień znad jeziora
-
Ballada o chaosiku
-
Muchy w zupie i inne dramaty
-
Rowerzysta
-
Diabelska przypadłość
Wywiad z autorami Siedliska w Magazynie Fantastycznym
Fragment wywiadu z autorami Siedliska opublikowanego przez Magazyn Fantastyczny.
Wywiad przeprowadziła Anita Blaszkowska.
Skoncentrujmy się na waszej najnowszej książce. Tym razem nie jest to zbiór opowiadań, a pełnowymiarowa powieść. Co spowodowało, że postanowiliście wejść w dłuższą formę?
KYRCZ: To niejako naturalna konsekwencja tego, że rozwijamy się jako literaci... Robert i tak od dawna miał ciągotki do długich tekstów, wystarczy przypomnieć świetną "Niemoc", którą napisał z Jackiem Rostockim. Dla mnie jest to wciąż nowe doświadczenie, muszę jednak przyznać, że zdecydowanie dobrze się z nim czuję.
CICHOWLAS: Co ciekawe, pisanie powieści, choć bardziej czasochłonne, idzie nam chyba łatwiej niż tworzenie opowiadań. Wynika to pewnie z tego, że podczas tworzenia powieści można sobie pofolgować, poeksperymentować, wprowadzając nowego bohatera czy też opisać dokładniej wydarzenie, którego wcześniej nie zamierzaliśmy zaakcentować. Opowiadania natomiast zazwyczaj są oparte na konspekcie i tu rzadko pozwalamy sobie na odbieganie od niego, aby nie wydłużyć niepotrzebnie tekstu, czy też nie wprowadzić zamieszania jakimś idiotycznym opisem.
KYRCZ: Dokładnie. Przy krótszych tekstach konieczna jest większa samodyscyplina. A my jesteśmy, jakby to określić...? Raczej wyluzowani.
"Siedlisko" rozkręca się powoli. Widać, że chcieliście stworzyć wiarygodne portrety psychologiczne bohaterów, aby w momencie, gdy rozpoczyna się właściwy horror, czytelnik był już z nimi zaprzyjaźniony... Powiedzcie, czy dużo czasu zajęły wam przygotowania do napisania tej książki i czy od początku mieliście w planach stworzenie historii o duchach?
KYRCZ: Słusznie zauważyłeś, że sporo miejsca poświęciliśmy ekspozycji. To było dla nas ważne - nie ma bowiem nic gorszego niż bohater, który jest obojętny czytelnikowi. Jednocześnie dążyliśmy do tego, by nasze postaci i zarzewie konfliktu przedstawić na tyle zajmująco, by nikt nie odłożył "Siedliska" znudzony czy rozczarowany brakiem akcji.
CICHOWLAS: Same przygotowania nie trwały zbyt długo. Najpierw dokładnie obgadaliśmy pomysł, zastanawiając się nad różnymi wersjami rozwinięcia historii, potem w tydzień czy dwa spisaliśmy wszystko w postaci planu...
KYRCZ: Odnosząc się do drugiej części twojego pytania, muszę się przyznać, że początkowo dosyć sceptycznie podchodziłem do pomysłu Roberta, by wkroczyć w nurt ghost story. Tyle już na ten temat napisano, że bałem się czy będziemy w stanie wykrzesać z siebie coś świeżego...
CICHOWLAS: Mnie też dręczyły podobne obawy. Może dlatego dłużej trwała praca nad dopieszczeniem powieści niż nad samym jej napisaniem... Ostatecznie jednak powstała historia, której absolutnie się nie wstydzimy!
Dostrzegam w waszej powieści fascynację Kingiem i Mastertonem. Mylę się?
CICHOWLAS: Lubimy wymienionych przez ciebie autorów, ale podczas pisania "Siedliska" świadomie nie inspirowaliśmy się ich twórczością. Chcieliśmy stworzyć coś innego, własnego, no i osadzonego w naszych realiach.
KYRCZ: Dokładnie. Robiliśmy co się dało, by uniknąć powielania schematów. Zaciskaliśmy pięści, zgrzytaliśmy zębami, niekiedy dochodziło do samookaleczeń, ale chyba się udało.
CICHOWLAS: To już oczywiście osądzą czytelnicy.
KYRCZ: Polecamy się łaskawej pamięci.
Polski horror rozkwita, nie da się ukryć. A wy zajmujecie poczesne miejsce w światku naszej rodzimej grozy. Jak się czujecie ze świadomością, że w dużej mierze to dzięki waszemu pisarstwu rodzimy horror stał się modny?
CICHOWLAS: Jeśli o mnie chodzi, nie zastanawiam się nad tym, że wraz z napisaniem tej czy innej książki stałem się bardziej lub mniej znany, czy też jakie miejsce zajmuję w rankingu autorów horrorów. Znam swoje mocne i słabe strony. Mocne pielęgnuję, nad słabszymi pracuję. Oczywiście cieszę się, że coraz więcej horroru made in Poland pojawia się w księgarniach. A także z tego, że mogę uczestniczyć w rozwoju polskiej grozy. Zawsze o tym marzyłem.
KYRCZ: Jak słusznie zauważyłeś, horror wciąż jest u nas bardziej "światkiem" niż "światem", co zresztą pewnie ma swoje pozytywne strony, których niestety nie dostrzegam. W tym kontekście ciężko mówić o popularności, bliższe prawdy wydaje się określenie - bycie rozpoznawalnym. Niezależnie jednak od określeń, jest to miłe. Jeszcze przyjemniej wiedzieć, że ktoś czeka na to co przelewasz z serca i bebechów na papier.
Całość wywiadu w najnowszym numerze "Magazynu Fantastycznego". Zapraszamy!




















